
WYMARZONA INAUGURACJA W TARNOBRZEGU. CHCEMY WIĘCEJ!
Wisłoka Dębica wygrała na wyjeździe z Siarką Tarnobrzeg 1:0 (1:0) w meczu 1. kolejki III ligi. Bramkę na wagę trzech punktów dla drużyny prowadzonej przez Dariusza Kantora zdobył Damian Lubera. „Biało-zieloni” zaskoczyli pozytywnie nie tylko regionalnych ekspertów, ale i z pewnością samych siebie. Dzięki walecznej postawie oraz mądrej, taktycznej rozgrywce bardzo szybko zareagowali na pucharową klęskę z Wiśniowej.
Kursy bukmacherów (1.70 – 3.60) nie pozostawiały złudzeń kto będzie faworytem w starciu Siarki z Wisłoką. Nasza redakcja miała jednak nieco inne przeczucia, które były podparte dwoma faktami. Po pierwsze, ekipa prowadzona przez Grzegorza Opalińskiego nie prezentowała się specjalnie w meczach sparingowych, a po drugie – w kadrze tarnobrzeskiego klubu znajduje się grupa bardzo młodych i nie do końca zgranych jeszcze ze sobą zawodników. Niemniej jednak, większość kibiców Wisłoki brałaby w tzw. „Meczu przyjaźni” remis w ciemno. Oczywiście, znając podejście trenera Dariusza Kantora, kalkulacje i granie na konkretny wynik nie wchodzą w rachubę, dlatego też w sobotę byliśmy świadkami walki o pełną pulę.
Pierwszy kwadrans Wisłoki w tarnobrzeskim Teatrze Marzeń nie należał do najlepszych, czego dowodem była liczba błędów, niedokładnych podań, przegranych przebitek i złych wyborów. Co prawda, piłkarze Siarki nie potrafili wykorzystać tego chaosu, ale przez moment śmierdziało poważnym zwarciem systemu. Z biegiem czasu podopieczni Dariusza Kantora zaczęli zaprzyjaźniać się z murawą oraz oswajać przeciwnika. W 19. minucie, po stosunkowo prostej, wręcz podręcznikowej akcji, Szczepan Kogut wbiegł w pole karne, wygrał pojedynek z rywalem i jak na orliku wystawił do Dawida Sojdy. Pomocnik Wisłoki uderzył mocno w światło bramki, pokonując Macieja Kowala. W pierwszej chwili wydawało się, że autorem gola jest właśnie strzelec, lecz po obejrzeniu powtórek, możemy zauważyć, iż piłka odbiła się od pleców Damiana Lubery, czym zupełnie zmyliła golkipera Siarki. Jednocześnie słynący z tego typu zagrań (kolano, plecy, klatka, bark, pośladki) „Luberka” został pierwszym piłkarzem Wisłoki, który wpisał się na listę strzelców w nowym sezonie. Doświadczenie nauczyło już kolegów Damiana z drużyny, że kiedy ten nie ma ochoty zdobywać bramek, trzeba pomóc przeznaczeniu i strzelić gola „Luberem”.
Podopieczni Grzegorza Opalińskiego znaleźli się w pozycji goniącego, stąd szybko próbowali poszukać sposobu na wyrównanie. Dwie okazje w krótkim odstępie czasu miał Paweł Wolski. Najpierw źle dołożył stopę do wrzutki Kargulewicza, poprzedzonej niezłym rajdem skrzydłowego gospodarzy, a później uderzył niecelnie, przy niepewnej interwencji Tomasza Libery. Po chwili dekoncentracji, Wisłoka znów przejęła inicjatywę i zaczęła rozgrywać piłkę na połowie gospodarzy, tak jak czyni to choćby u siebie na Park Arena. Ten obrazek jeszcze bardzie konsternował kibiców Siarki, niedowierzających z tego, co serwują im piłkarze, występujący w żółto-czarnych trykotach. Niewiele dała też przejażdżka trenera Opalińskiego do Wiśniowej w kontekście rozpracowania stałych fragmentów Wisłoki. Dariusz Kantor specjalnie zmienił warianty na tę konfrontację, a przykład totalnego zaskoczenia gospodarzy mieliśmy w końcówce pierwszej połowy, gdy rzut rożny wykonywał Damian Łanucha. Playmaker „Biało-zielonych” posłał taką „ciętą różyczkę” ponad skupionych w centrum zawodników, a przesyłka dotarła idealnie do nabiegającego bez opieki Szczepana Koguta. Dębicki Kolasinac uderzył nieźle, choć do zdjęcia pajęczyny z bramki rywali zabrakło jeszcze kilkudziesięciu centymetrów. Po 45 minutach na agregacie dosyć zaskakujące 0:1.
Naturalnie, druga połowa miała już zupełnie inny przebieg, co podyktowane było niekorzystnym rezultatem dla gospodarzy. Piłkarze Siarki momentalnie starali się budować akcje ofensywne, a wychodziło im to zdecydowanie lepiej niż w pierwszej połowie. Już chwilę po wznowieniu gry Sebastian Duda ruszył energicznie lewą flanką, starając się przedostać przez biało-zielone zasieki. Po drodze natrafił na Huberta Króla, lecz mimo ekspresyjnej wywrotki ze sprytnym przesunięciem ciała do „16”, gwizdek stojącego blisko arbitra milczał. Nawet, jeśli „Królik” faulował, uczynił to przed linią pola karnego. Co ciekawe, podopieczni Grzegorza Opalińskiego aż trzykrotnie w tym meczu próbowali szukać rzutu karnego. Nasuwa się pytanie czy nie był to zamierzony zabieg? Po raz pierwszy groźnie zrobiło się, gdy w polu karnym Siarki upadł wprowadzony po przerwie Paweł Mróz. Spoglądając na powtórki, ciężko nam jednoznacznie stwierdzić czy zawodnik gospodarzy został zahaczony, czy może bardziej szukał kontaktu z przeciwnikiem. Kolejną kontrowersyjną, zdaniem szkoleniowca Siarki, sytuację mogliśmy zaobserwować, przy pojedynku Dominika Cabały z Mateuszem Janeczko. Ewidentnie obaj panowie popracowali rękami, starając się wypracować dla siebie lepszą pozycję, natomiast gdy pomocnik gospodarzy poczuł, że jest już przed defensorem Wisłoki, upadł na murawę. Mniej doświadczony sędzia mógłby odgwizdać tutaj „jedenastkę,” ale Jakub Pieron pozostał niewzruszony. Ostatnią wypracowaną akcją, która mogła stworzyć zagrożenie pod bramką Libery było podanie na Gajewskiego. Ten jednak źle przyjął futbolówkę i z dużej chmury mieliśmy jedynie mżawkę nasączoną jękiem zawodu z sektorów sympatyków gospodarzy. W samej końcówce Siarkowcy dołożyli jeszcze repertuar wrzutek i zagrań na tzw. „aferę”, ale to Wisłoka była bliższa zabicia tego meczu. „Biało-zieloni” zdołali wyprowadzić szybką kontrę 3 na 1, której motorem napędowym był wprowadzony do takich właśnie zadań, Łukasz Siedlik. Niestety snajper dębickiego klubu dokonał złego wyboru, holując piłkę pod samo pole karne i oddając strzał z ostrego kąta. Ta akcja bezapelacyjnie powinna zakończyć się golem. Siarka kończyła mecz w „dziesiątkę”, bowiem dwie żółte kartki bardzo szybko uzbierał Bartosz Sulkowski. Wisłoka po wyczerpującym meczu wyszarpała 3 punkty, które w radosnym orszaku ponad 100 wycieczkowiczów z Dębicy powędrowały do Miasta Gryfa.
Nasi piłkarze pokazali charakter i zrehabilitowali się za porażkę z Wisłokiem Wiśniowa. Mamy nadzieję, że wygrana w Tarnobrzegu podbuduje „Biało-zielonych”, niosąc ich do kolejnych zwycięstw. Szansa na przedłużenie serii już w najbliższą sobotę, choć rywalem nieobliczalna Wisła Sandomierz. Nie będzie łatwo, ale wierzymy w KAESA!