
Wisłoka Dębica zremisowała na wyjeździe z Sokołem Sieniawa 1:1 (1:0) w meczu 7. kolejki III ligi (gr. IV). Bramkę dającą prowadzenie „Biało-zielonym” zdobył Damian Łanucha, który wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Dawidzie Sojdzie. Gospodarze doprowadzili do wyrównania w doliczonym czasie gry, również po trafieniu z jedenastego metra. Pewnym egzekutorem okazał się Michał Kitliński.
Spotkanie z Sokołem ułożyło się znakomicie dla „Biało-zielonych”, gdyż już w 11. minucie Dawid Sojda bardzo sprytnie wbiegł przed niezorientowanego rywala, który zamiast w piłkę, trafił spóźniony w stopę pomocnika Wisłoki. Jedenastkę na gola zamienił kapitan, Damian Łanucha, choć bardzo blisko obronienia strzału był Mateusz Zając. Rozjuszony Sokoł starał się znaleźć sposób na dębiczan, ale w pierwszej fazie meczu gospodarzom brakowało pomysłu na dobrze dysponowanych graczy Dariusza Kantora. W 18. minucie byliśmy świadkami niezwykle chamskiego zachowania ze strony trenera Sieniawy, Ryszarda Kuźmy. Szkoleniowiec Sokoła, widząc dobrze zapowiadająca się kontrę „Biało-zielonych” kopnął na murawę druga piłkę. Dopiero interwencja asystenta spowodowała, że Konrad Tomczyk wyciągnął żółtą kartkę. Pierwsza połowa upłynęła nam stosunkowo szybko, natomiast akcji ofensywnych czy okazji strzeleckich było jak na lekarstwo. Świetne 45 minut zanotował wspomniany już Dawid Sojda, który poruszał się po boisku tak, jakby co najmniej trener Wacław Maciosek sterował nim na playstation. Udane dryblingi, zwody, tricki – takiego Sojdzika chcielibyśmy oglądać co mecz. Do tego mocno pracujący na wahadle Patryk Zygmunt i wszędobylski Mateusz Prokop. Oczywiście tego dnia nie mogliśmy się doczepić do bloku defensywnego. Cała trójka spisywała się przyzwoicie, a Paweł Remut zaliczył chyba rekordową liczbę wybić, frustrując swoimi klasycznymi interwencjami przeciwników. Optyczna przewaga Wisłoki, a poza tym wytrącanie rywali z rytmu, sporo pojedynków na przebitki i kasowanie akcji. Nie było to z pewnością porywające widowisko, ale wynik się zgadzał.
Po przerwie podopieczni Dariusza Kantora dali się nieco zepchnąć, czego efektem była seria rzutów rożnych dla Sokoła. Do pewnego momentu nie przynosiły one jednak żadnych efektów. Później Wisłoka złapała drugi oddech, a tempo zaczął podkręcać Damian Łanucha, harujący przez pełne 90 minut. Goście mieli kilka takich pół-sytuacji na strzelenie drugiego gola, lecz piłkarze Sokoła dobrze bronili i przerywali kontry dębiczan. Po dokonaniu trzech roszad w składzie, „Biało-zieloni” zmienili sposób rozgrywania akcji do tego stopnia, że nawet Mati Prokop stał się na chwilę perspektywicznym skrzydłowym. Od. 70. minuty gra nieco się zaostrzyła, ponieważ jedni i drudzy zdawali sobie sprawę, co mogą stracić. W końcówce Sokół przeszedł już do rozpaczliwych wrzutek, desygnując do przodu bramkostrzelnego Patryka Kapuścińskiego. Obrońca Sieniawy doszedł kilka razy do główki, jednak większe zagrożenie pod bramką Tomka Libery zaczął stwarzać Paweł Hass. I to on był też bohaterem akcji, która rozeszła się już na całą piłkarską Polskę. W 90. minucie po rzucie rożnym bitym przez Purchę doszło do małego zamieszania w polu karnym. Piłkę przejął rosły napastnik Sokoła, zrobił zwód do boku, gdzie równocześnie nabiegał na nią 30 kilogramów lżejszy Mateusz Prokop. Obaj zawodnicy poszli bark w bark, natomiast doświadczony snajper gospodarzy złożył się na murawie jak scyzoryk, zerkając na sędziego Tomczyka. Arbiter bez wahania wskazał na 11. metr, co spotkało się z ostrą dezaprobatą piłkarzy i sztabu szkoleniowego Wisłoki. Mimo pretensji oraz skarg, Michał Kitliński bardzo pewnie wykonał rzut karny, wyrównując tym samym stan meczu. Mniej pewnie czuł się z kolei sędzia Tomczyk, oglądając na wideo powtórkę, a mina obserwatora sprawdzającego nagranie była jeszcze bardziej wymowna. Chwilę po zakończeniu spotkania otrzymaliśmy kilkadziesiąt wiadomości oraz powiadomień od ludzi związanych z podkarpacką piłką, wyrażających swoje zdanie na temat zajścia. Zdecydowana większość oscylowała wokół słowa „kabaret”.
Od trzech lat uporczywie przyjeżdżamy na sieniawskie Łużniki z myślą wywiezienia kompletu punktów w starciu z Sokołem. Rokrocznie wracamy jednak na tarczy i to nie ze względu na słabą grę (z reguły na remis), a przede wszystkim ingerencję osób trzecich. W 2017 roku po tendencyjnym sędziowaniu pana Tomasza Jagiełły (porażka Wisłoki 0:1) związek postanowił wysłać arbitra na mały urlopik. W 2019 roku rozjemcą pojedynku był Paweł Sitkowski, który wymyślił sobie rzut karny i czerwoną kartkę dla Dominika Cabały w 90. minucie (porażka 0:1). W 2020 roku byliśmy świadkami najwyraźniej wypaczonego wyniku meczu. Tym razem w roli głównej Konrad Tomczyk. To co zrobił w doliczonym czasie gry arbiter z Jarosławia woła o pomstę do nieba.
Jak zdążyliśmy się już przekonać, wygrać w Sieniawie to sztuka, dlatego też nadaliśmy obiektowi Sokoła nazwę, która nawiązuje do słynnego stadionu CSKA Moskwa. To tam przegrywał między innymi Real Madryt, a w okresie zimowym, większość klubów występujących w Lidze Mistrzów miała po prostu pietra latać do stolicy Rosji. W Sieniawie jest podobnie – oschły, nieprzyjemny „kwadraciok”, gdzie problemy ze zdobyciem punktów miały już choćby takie ekipy jak KSZO, Hetman, Motor, Avia czy Wisła Puławy. Kto następny?
***
🏟️Sokół Sieniawa – WISŁOKA DĘBICA 1:1 (0:1)
⚽0:1 Łanucha 13′-karny (wywalczył Sojda)
⚽1:1 Kitliński 90+2′-karny
📒Żółte kartki: Kuźma (poza boiskiem – kopnięcie drugiej piłki na boisko przy kontrze Wisłoki), Purcha, Kapuściński, Skała – Libera, Zygmunt.
👕WISŁOKA: Libera – Remut, Cabała, Makowski – Rębisz (70′ Kogut), Fedan, Łanucha, Prokop, Zygmunt – Sojda (70′ Siedlik), Palonek (63′ Partyka).







































